Dla żartu

„One Woman's Lifelong Passion for Animals”

„One Woman's Lifelong Passion for Animals”

Kiedy Bari Spielman była małą dziewczynką, wiedziała z absolutną pewnością, co by zarabiała na życie.

Niezależnie od tego, czy było to przeczucie, samospełniająca się przepowiednia, czy tylko intensywny popęd wyjątkowej osoby, jest przedmiotem dyskusji. Ale faktem jest, że tak jak młoda Spielman powiedziała, że ​​będzie lekarzem zwierząt, tak jest dzisiaj. „Nigdy nie zmieniałem celu ani ścieżki” - mówi Spielman. „Uwielbiam zwierzęta. Dodatkową zaletą jest to, że mogę spędzać z nimi czas w ciągu dnia pracy”.

Specjalista ds. Zaawansowanej opieki

Problem polega na tym, że napotkane przez nią zwierzęta są chore, a bardzo wiele z nich. Spielman, dyplomowany internista dawniej w Angell Memorial Animal Hospital w Bostonie, jest jednym ze specjalistów, do których zwracają się lekarze zewnętrzni, gdy ich zwierzęcy pacjenci cierpią na tajemniczą chorobę lub w inny sposób wymagają zaawansowanej opieki.

Spielman jest również przeszkolony w zakresie korzystania z endoskopu - co w zasadzie pozwala jej, na przykład, podróżować w głąb brzucha golden retrievera i wyciągać żołnierza-zabawkę lub usunąć trochę wątpliwej tkanki do oceny.

Różnorodne wyzwania

Spielman lubi mieszankę swojej pracy, która obejmuje nabrzeże chorób zwierząt. „Przychodzą tutaj we wszystkich kształtach, rozmiarach i formach” - mówi. „Prawie wszystko idzie”.

„Niektóre z moich ostatnich przypadków obejmowały psy z przewlekłą biegunką, które kończą się chorobą zapalną jelit, po kota, który pojawił się z czterotygodniową historią złego apetytu i miał chłoniaka żołądka - raka żołądka. Inny kot I widziałem wczoraj ma cukrzycę. ”

Pacjenci i choroby płyną w niekończącym się strumieniu, czy to podczas konsultacji w nagłych wypadkach, czy na umówionej na tydzień wizyty. Dlatego Spielman planuje również swój udział w mniej intensywnych przypadkach - na przykład sprawdzanie psa, który trochę za bardzo drapie się w ucho. A kiedy weterynarz naprawdę potrzebuje przerwy, wyjeżdża na pokład Angell dla zdrowych zwierząt. „Wybiorę psa lub bawię się z kotem” - mówi. „Miło jest móc to robić i jest to dla mnie dobre rozwiązanie stresujące”.

Kilka lat temu Spielman pracował w prywatnej praktyce na zamożnych przedmieściach Long Island w stanie N.Y. Pieniądze były dobre, ale tempo było boleśnie powolne. Właśnie dlatego znalazła drogę do Angell, gdzie jej dni są wiecznie zatłoczone, a trudny przypadek to tylko strona na jej sygnalizatorze.

Ma też mnóstwo kopii zapasowych. „Jeśli zwierzę wejdzie i utyka, albo ma problem z okiem, czy coś, po prostu patrzę o rzut kamieniem w lewo lub w prawo, a ja mam kolegów i przyjaciół, którzy mogą pomóc w tej części, której nie mam. wiem. Myślę, że to warte miliona dolarów. "